Tumblelog by Soup.io
Newer posts are loading.
You are at the newest post.
Click here to check if anything new just came in.
acetylocoa

Wielokrotnie rozmawiałem z osobami będącymi w toksycznych związkach. Z 
czasem zacząłem się zastanawiać dlaczego oni w nich tkwią? Dlaczego w 
ogóle w nie weszli? Poniżej zamieszczam swoje spostrzeżenia. Zapraszam 
do dyskusji

Osobowość każdego z nas kształtowała się w dzieciństwie i w okresie 
dojrzewania. Nadal się kształtuje aż do śmierci…. ale pierwsze 15-20 lat
daje pewien fundament. Każdy z nas został inaczej ukształtowany rzez 
rodziców, swoje otoczenie i doświadczenia dzieciństwa. Nie ma ludzi 
idealnych więc osobowość każdego z nas ma jakieś braki. Niektórzy 
większe inni mniejsze. U osób z rodzin dysfunkcyjnych (rozwód, 
alkoholizm narkotyki, przestępstwa itp) te braki są większe. Tak samo 
jest również wśród ludzi z tzw. „dobrych” domów. Każdy z nas ma swoje 
„braki” – po prostu ludzie nie są idealni. Takimi brakami może być 
potrzeba zainteresowania, potrzeba miłości, potrzeba czułości, Potrzeba 
czucia się potrzebną/bnym, potrzeba bycia w centrum czyjejś uwagi, 
potrzeba adrenaliny. Oczywiście te potrzeby mogą występować w różnych 
stopniach nasilenia. Mówiąc obrazowo części z nas brakuje ręki a części 
tylko kawałka palca.

W ciągu życia spotykamy na swojej drodze osobę która zapełnia sobą nasze
braki… To nie musi być ideał. Ważne że relacja z nimi trafia w nasze 
czułe miejsca. Przy tej osobie czujemy że nasza osobowość jest „pełna” 
jak nigdy wcześniej. Realizujemy się przy niej. Wcześniej mieliśmy swoje
braki… a teraz już nie. Nagle czujemy się potrzebni – choć w 
rzeczywistości dajemy się wykorzystać. Mieliśmy spokojne dzieciństwo? A 
tu nagle druga osoba dostarcza nam adrenaliny – to nic że naraża nas na 
bezpieczeństwo. Rodzice nie interesowali się? Nagle dla kogoś jesteśmy 
księżniczką z bajki. Wiele osób dobiera się w ten sposób w związki. 
Tylko że to taka proteza. Z czasem ta proteza robi się niewygodna. . 
Związek przechodzi w fazę toksyczności. Osoba która lubi czuć się 
potrzebna orientuje się, że tak naprawdę daje się wykorzystać. Ale nadal
czuje się potrzebna. Osoba która potrzebowała adrenaliny, która 
wcześniej było dostarczana przez głębokie przeżycia emocjonalne, teraz 
dostaje je przez awantury a czasem bicie. .. No ale… jest! Mamy dwie 
ręce. Jesteśmy pełni! Mimo obciążeń tą protezą wynikającą z traktowania 
nas przez tą osobę, wykorzystywania, oszukiwania itp. Czujemy się pełni.
Na tym polega nasze uzależnienie od tej osoby. Potrzebujemy tej osoby 
żeby być sobą. Tak jak alkoholik potrzebuje wypić żeby zachowywać się 
normalnie. Gdy jej nie ma – choć czujemy ulgę – to zarazem brak nam 
kawałka siebie. Wizja zerwania przeraża. Ok w złości czasem się 
rozstaniemy na kilka dni… może tydzień. Ale wtedy dociera do nas że nie 
mamy ręki! Rozpacz. Piekło. Ból który czujemy w całym ciele i 
osobowości. Straciliśmy część siebie. Te nie wygody które odczuwaliśmy 
na poziomie emocji znikają bo cierpi nasza osobowość. Coś głębszego. I… 
wracamy do toksycznego związku. Bo ból utraty i życia bez ręki w naszej 
osobowości jest większy niż ból złego traktowania przez partnera.

Zerwanie takie związku jest jak utrata części siebie. Jak strata kogoś 
bliskiego np. dziecka. Kogoś kto jest częścią nas. Bo przecież nasze 
dziecko też może być niegrzeczne, być przestępcą nawet mordercą… ale 
jego śmierć i tak nas dotknie. A tu dobrowolnie musimy zadać sobie 
podobny ból… uciąć sobie rękę. Po pierwsze ważne jest aby zrozumieć że w
związku partner nie powinien być protezą naszych braków. Powinien być 
oparciem i pomagać nam żyć bez tej ręki. Tak samo my powinniśmy pomagać 
mu żyć bez jego ręki. Nie zastępować ją. KAŻDY ma swoje braki. Duże czy 
małe ale ma. A umiejętnie manipulowani przez drugą stronę tylko je w 
sobie pogłębiamy. Pogłębiamy poczucie braku wartości, nie bycia kochanym
itp. Najprostszą formą pogłębiania braków jest ciągłe ocenianie drugiej
osoby i łączenie tych ocen z jej poczuciem wartości.

Na pewno żeby z tego wyjść to trzeba to sobie uświadomić. Pogodzić się z
własną niedoskonałością. Po prostu. Tak nasz ukształtowało życie i 
trudno. Pozwolić aby partner dopełniał naszą sobowoścć to tak jakby 
pozwolić na takie dopełnienie alkoholowi czy narkotykom. One też sprawią
że poczujemy się pełni, dosłownie boscy.

Odpowiednio pracując nad sobą można zminimalizować wpływ naszych braków 
na życie. Nie jest to łatwe i wymaga wysiłku. A przedewszystkim 
samoakceptacji. Można też to zastąpić drugą osobą – czyli toksycznym 
związkiem. Zastąpić łatwiej niż po pracować nad sobą i przecierpieć. 
Tylko cena tego zastępstwa jet wysoka…

W pracy nad sobą ważne jest aby widzieć cel. Może to śmieszne ale 
wyobraźcie sobie że przed wami staje dobra wróżka mówi: Sprawię że twój 
nowy związek będzie idealny tylko podaj mi jaki dokładnie ma być! Wiem 
śmieszne ale… no określcie cechy. Większość powie: zaufanie, 
bezpieczeństwo, akceptacja, lojalność, itp. Ok tak powinno być w 
idealnym związku…

Wróżka machnęła ręką i stoi przed wami idealny partner/partnerka. Ma to 
wszystko co powinien mieć… Czy wg was jesteście w tej chwili stanie 
tworzyć taki idealny związek? Z wielu osób którym zadałem to pytanie 
każda odpowiedziała: NIE. I to prawda.

Ważne aby widzieć cel wysiłku. Cel pracy nad sobą, zmiany siebie. 
Zrozumienie tego, że każdy nie ma jakieś „ręki” i z tym można żyć. A 
pracując nad sobą można odbudować swoje braki w osobowości. To ciężkie 
mozolne… ale jak się widzi cel to łatwiej. Chcesz akceptacji w związku? 
To zaakceptuj swoje braki. A potem dopiero braki partnera.

Podstawą akceptacji jest poczucie własnej wartości. Warto sobie 
uświadomić że np. o naszej wartości decydujemy sami. I nikt nie ma prawa
nas oceniać. I żadne słowa i czyny drugiej osoby – nie zależnie od tego
czy to szef, przyjaciel, chłopak, itp nie mają wpływu na naszą wartość.
O tym decydujemy tylko i wyłącznie SAMI.

Reposted byangelSky07lottibluebellmywonderlandmaciekp

Don't be the product, buy the product!

Schweinderl